Tutoring w listopadowy wieczór

img_20191114_195331-1

Za oknem ciemno, chłodno, mgliście. W oddali słychać szum miasta, w końcu to dopiero godzina 16:00. W gabinecie za to chociaż namiastka skandynawskiego hygge – ciepło, wygodnie i cicho. Wydział opustoszał już. Szereg gabinetów stoi pustych, sale wykładowe tym bardziej. Jest bowiem środek tygodnia – studia dzienne raczej umożliwiają studentom (i akademikom) pracę popołudniową w innych miejscach, niż uniwersytet…

Ale to najlepszy czas i warunki, by zacząć tutoring. W ramach “Mistrzów Dydaktyki” sporo uczestników tego projektu rozpoczyna powoli realizację tutoriali w swoich jednostkach. Tak jest też i na Wydziale Filologicznym UG.

img_20191114_195704

Dzisiaj odbyłam dwa fantastyczne “pierwsze spotkania” (jedno w języku polskim, drugie w angielskim) z dwiema inteligentnymi młodymi Osobami: ciekawymi świata i myślącymi poza schematami. Otwartymi na myślenie, pragnącymi rozbudować swoją siatkę pojęciową, zrozumieć być może swój sposób percepcji ich trudnej, złożonej rzeczywistości. Każdy z innymi dyspozycjami, pasjami, innymi pytaniami. Gotowymi poddać własne przekonania refleksji, lub też doprecyzować swoje wątpliwości. Stworzyć coś nowego i w dosłownym, fizycznie odczuwalnym znaczeniu poszerzyć swoje horyzonty. A także – gotowymi odważnie i po partnersku czerpać z oferowanych przez tutora sugestii, otwarć i kontrargumentów.

Po czym poznać, że dany tutorial jest udany i że Osoba, która na niego przyszła, wykorzysta tę formę edukacyjnego doświadczenia w sposób twórczy i głęboki? Na szkoleniach tutorskich naucza się, że dowodem na udany pierwszy tutorial jest chęć studenta/studentki by przyjść ponownie, wrócić. Tak, to z pewnością istotne kryterium. Kryje w sobie iskrę inspiracji i element motywacji. Jednak dodałabym coś jeszcze: udany tutorial to doświadczenie pewnego flow po obu stronach: tutora i tutee. To godzina rozmowy, w którą wchodzisz bez instrumentalnego, technicznego instruktażu lub poczucia, że ciągniesz kogoś “za język”, niezależnie od języka rozmowy (tym bardziej w przypadku języka angielskiego lub innego obcego). To intelektualne spotkanie jakoby w “trzecim wymiarze” – przestrzeni merytorycznej dyskusji na temat, który rodzi się spontanicznie w dialogu. I jest tematem przyniesionym niejako przez studenta, a nie przez tutora.

Takich momentów “flow” warto doświadczać, a nie tylko o nich czytać i je analizować. Momenty “flow” dowodzą, że w nauce i kształceniu chodzi o spotkanie, wątpliwości, zastanowienia, odkrywanie nowych przestrzeni dyskusji, zadziwienie. A nawet uwiedzenie się nawzajem nową myślą czy koncepcją.

Życzę takich doświadczeń wszystkich tutorom i tutorkom!

Niech obecna jesień i zima przyniosą jak najwięcej takich cennych chwil: takiej autentycznej Akademii. 

Be-3

fot. Beata Karpińska-Musiał