Wiek a pandemia – dygresje absolutnie nie medyczne

Po dwóch tygodniach zaskakującego i frustrującego światowego Lock-down zaczynamy coraz dobitniej doświadczać tej społeczno-mikrobiologicznej transformacji. Ona nie istnieje już tylko w teorii lub na ekranach naszych mediów, gdyż dociera do naszego umysłu i przekonań, rodząc różne reakcje. Też głównie w obszarze przekonań, przynajmniej chwilowo. Fizycznie bowiem w sposób istnie dziejowy zunifikowaliśmy swoje style życia, niezależnie od narodowości, języka, statusu społecznego (chociaż nie do końca), orientacji politycznej, czy każdej innej. Wyłączyliśmy życie społeczne na mikro i makro skalę.

We stay home.

img_20200325_191436

fot. Beata Karpińska-Musiał, Bydgoszcz 2019.

W efekcie, na razie powolnym i nie bez bólu, poszerzamy spektrum wszelkiej TELE-egzystencji. Jestem przekonana, że za pół roku, rok, badania społeczne (psychologiczne, socjologiczne i pedagogiczne) obrodzą jak śliwki po deszczu, jak dorodne owoce na nieco stwardniałej ostatnio (za rzadki płodozmian?) glebie nauk społecznych. Natomiast zanim to nastąpi, obserwujemy. Słuchamy. Czytamy. Dyskutujemy. Wątków jest mnóstwo i każdy równie ciekawy.

Na przykład ten: jak na pandemię reagują różne grupy wiekowe?

Ponieważ mam tę przyjemność i prawdziwe szczęście mieć dużo międzygeneracyjnych kontaktów społecznych: koleżeńskich, przyjacielskich, zawodowych i rodzinnych, mnożą mi się w głowie (wskutek rozmów i dyskusji) rozmaite myśli: dlaczego tak różnie patrzymy na ogarniające nas zjawisko? Niektórzy widzą w nim pozytywny wstrząs dla świata i dla siebie jako jednostek, a inni wpadają w poczucie katastroficznego pesymizmu (dla świata i w wymiarze personalnym). Jedni tłumaczą je biologicznymi prawidłowościami, drudzy bardziej popadają w metafizykę. Bardziej przyziemnie: jedni cieszą się z wymuszonego, ale jednak zwolnienia obrotów i okazji do odpoczynku i uwolnienia swoich dotąd ukrytych pasji, gdy tymczasem inni utyskują już na przeciążenie związane z edukacją zdalną swoich dzieci i własną pracą online. I duszą się, nie mogąc aktywnie żyć na zewnątrz.

Tyle opinii i doznań, co ludzi.

I to jest normalne. I każdy ma swoją rację.

Czy można tu w ogóle pokusić się o jakiś schemat uogólniający?

Jest na to za wcześnie. Nauka sobie z tym poradzi za parę miesięcy lub lat. Odniesie zróżnicowane reakcje na ten społeczny przewrót do modeli rozwoju psychofizycznego człowieka, do badań socjologicznych o kryteriach potrzeb itp. Natomiast mnie wiek jako zmienna intryguje tak po prostu na co dzień, jako próg różnych, czasem skrajnie różnych perspektyw wobec zupełnie codziennego życia. Zaintrygował mnie już wcześniej, w grudniu 2019, gdy pisałam o różnych sposobach na radosne przeżycie trudnego (jak inaczej trudnego wówczas.. czy doprawdy trudnego?) grudnia. Napisałam wówczas swoje mini – scenariusze na pewne postawy grup wiekowych wobec zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia.

Poziom i typ „trudności” zmienił się radykalnie. Ale nadal uważam, że różne grupy wiekowe inaczej podchodzą do problemu. Podzielę się tym tutaj i liczę, że to pobudzi nas do myślenia, skontrowania, zastanowienia się…. Bo moje wyobrażenia obserwatorki życia społecznego są tylko moje i mogą się różnić od cudzych, tak jak różnimy się wszyscy… Najpewniej zostanie to też zbadane w niedalekiej przyszłości i opisane naukowo w oparciu o empiryczne studium. Teraz to tylko zwięzłe „food for thought”, w dodatku z akcentami humoreski. Podobno humor to poważne i ważne narzędzie walki z depresją społeczną w momencie krytycznym. W każdym humorze jest jednak jakieś ziarno prawdy 😉

A zatem start.

DZIECI PRZEDSZKOLNE I WCZESNOSZKOLNE (3-10 lat)

Po pierwszym odruchu radości, że nie trzeba wstawać rano i iść do przedszkola lub szkoły, ta grupa wiekowa przeżywa raczej trudne chwile w obecnym ograniczeniu przestrzennym domowego ogniska. Małe dzieci w tym wieku potrzebują socjalizacji bardziej, niż czegokolwiek innego. Ponadto, w domu są w stanie dać upust swojej niespożytej energii tylko w sposób okrojony, co może budzić frustrację i złość. A ta łatwo przeradza się w chaos domowy, o czym najlepiej wiedzą rodzice (tym bardziej usiłujący pracować zdalnie z domu). Ilość memów oddających groteskę utrzymania na wodzy maluchów w tym okresie, dodatkowo nadzorując ich naukę w domu, rośnie lawinowo. Przykład poniżej.

Moje własne dzieci są już w kolejnych grupach wiekowych, zatem nie mam takiego wejrzenia w naturę obecnych problemów z maluchami. Niewątpliwie jednak są one na tyle angażujące dla rodziców, że sytuacja rodzin w czasie pandemii jest nie do pozazdroszczenia.

dzieci i banknoty

 

UCZNIOWIE „STARSZEJ PODSTAWÓWKI” (11-15 lat)

To grupa najbardziej buńczuczna i daleka od jednoznacznej, gdyż do naturalnej energii i problemów związanych z okresem dojrzewania dochodzi jeszcze konieczność nieustannego wdrażania się do zmieniających się zasad uczenia się oraz reguł życia społecznego. Tę grupę najbardziej dotknęła przeprowadzona niedawno reforma MEN, a wraz z nią ubiegłoroczne strajki, zawirowania logistyczne, stresy rekrutacyjne i zmiany. I to wszystko w aurze kipiących hormonów, rewolty wobec struktur i pokoleniowych zasad, poszukiwania własnej tożsamości i rozwijania swoich pierwszych światopoglądów. Czas potwornie trudny dla młodych oraz ich rodziców. Więc to, co dzieje się teraz, prawdopodobnie przynosi równie silne natężenie emocji.  Socjalizacja nadal jest ważna dla nich, ale już równie ważna robi się edukacja. A zatem – to już grupa odbiorców kształcenia na odległość. W tę akurat tele-edukację wchodzą oni szybko i stosunkowo bezproblemowo. Media i technologie mają w małym palcu. Problemy pojawiają się gdzie indziej:

– w nadmiarze czasu spędzanego w mediach i światach wirtualnych (powiększony został o czas „obowiązkowy”)

– w niedoborze ruchu fizycznego (nie mówmy o ćwiczeniach pompek z wf w pokoju…. Proszę)

– w niedoborze kontaktów z grupą rówieśniczą na żywo (a więc sparingi przerzucają się na rodziców lub rodzeństwo)

– w przekierowaniu staminy i energii w gry komputerowe ( RPG i inne społeczne) lub.. niekoniecznie anielskie potyczki z rodziną (bagno behawioralne ostatnio dyskutowane też na FB wśród ekspertów)

– w emocjonalnej niepewności co do jutra, po tym jak pierwsza faza zadowolenia z odmiennej sytuacji mija

– w dużej świadomości tego, że system i tak ich wciągnie z powrotem, każe pisać egzaminy i rekrutować się do szkół, a np. wszystkie dni otwarte w szkołach średnich się nie odbędą, trudno jest zrobić rozpoznanie

– w przesuniętych chronotypach i zaburzeniach rytmu dnia ( nastolatkowie z reguły zasypiają później, a teraz bez budzika o świcie to się naturalnie przedłuża).

Ale nastolatkom generalnie nie jest teraz źle. Chwilowe wytrącenie z reżimu systemu legitymizuje ich naturalnie anarchistyczną naturę i pozwala na większą elastyczność stylu życia. Z ich perspektywy, w zależności od osobowości i charakteru, nie zmieniło się teraz wiele prócz ograniczonych fizycznych zmagań codzienności, które z reguły miały charakter opresyjny. A zatem – jeśli to na chwilę – to fajne są te „koronaferie”….

podstawówka

 

LICEALIŚCI (15-19 lat)

Szkoła średnia niesie już inne zobowiązania edukacyjne. Młodzież licealna (lub szkół paralelnych) to już dzieciaki o nieco większej świadomości siebie, swoich potrzeb i możliwości. Ta świadomość ma jednak nie tylko szczęśliwe oblicze. Byłoby idealnie, gdyby emocjonalna stabilność rosła z wiekiem, wprost proporcjonalnie do dojrzałości płciowej i fizycznej. Wiemy, że tak nie jest. Młodzież nastoletnia to najbardziej depresyjna grupa, zagrożona wieloma problemami natury psychicznej. Jest to zjawisko stosunkowo nowe i o złożonym, kulturowo- cywilizacyjnym podłożu, na które nie ma tu miejsca. Jednak ten fakt właśnie, jak też częste w ostatnich latach zaangażowanie młodych w różne akcje społeczno – wolontaryjno – ideologiczne w przestrzeni publicznej, w mediach i na ulicach  (dosłownie), może powodować, że obecny lock-down świata społecznego będą odczuwali dotkliwie. A jako wrażliwcy, mogą pogłębić swoje zaniżone nastroje psychiczne. Dodatkowo odseparowani od swoich bliskich przyjaciół, pierwszych romantycznych relacji, skazani na kontakt tylko z rodzicami, mogą pogrążyć się w groźnej alienacji. Są co prawda cyfrowymi tubylcami, wiszą na smarfonach 24 na dobę, grają, kontaktują się sieciowo i hipertekstualnie. Paradoksalnie, żyją pośród setek znajomych na FB i mają autentyczny kontakt z kilkunastoma, jeśli nie więcej, innymi osobami na dobę.

Nie są osamotnieni, ale czy nie są też jednak samotni?

Są delikatni jak pajęczyna tej sieci setek znajomych.

Łatwo naderwać ich emocje i z trudem utkaną tożsamość.

Dla młodzieży licealnej nauka zdalna nie powinna stanowić problemu, o ile nie będzie jej zbyt dużo. Nie mogą czuć natłoku i zalewania zadaniami, bo natychmiast się wycofają. Myślę, że dla nich bardzo cenne może się okazać „skazanie” na bliższą relację z rodzicami czy rodzeństwem. To okazja do nauczenia się siebie, do poznania inności. Do zaprzyjaźnienia się i ukorzenienia w swoim jestestwie. Do dookreślenia swojego „ja”.

Dobrze im robi więcej snu – to z pewnością😊I nauka w godzinach bardziej zgodnych z ich biologicznym rytmem, a nie z „fabrycznym” drylem od 7 rano…. Więc „koronaferie” traktują z przymrużeniem oka, labilnie, nie wiedząc do końca, czy cieszyć się z nich, czy nie.

liceum

 

STUDENCI (19-25+ lat)

Młodzież studencka nie ma lekko. Szczególnie ta, która studiuje poza domem. Słyszy się o konieczności opuszczenia akademików, o ograniczonym niekiedy dostępie do mediów umożliwiających wywiązanie się regularne z obowiązku tele-nauki. BO od studentów wymaga się już dużo więcej, niż od młodzieży szkolnej. Nagle biurko w domu i komputer mają zastąpić cały proces studiowania złożony z bibliotek, klubów, sal wykładowych, laboratoriów, konwersatoriów, projektów i dyskusji. Istnieją technologiczne rozwiązania typu wirtualne tele-konferencje, tele-wykłady, wirtualne klasy czy chaty grupowe na Skype, platformach Google, Moodle i innych. Ale ilość materiału  i aktywności do ogarnięcia okazuje się dla wielu sięgać 200% normy. A kanał.. jednak jeden i ten sam. Słyszę od studentek o przeciążeniu, o bólu głowy ( 12 h przed monitorem), o dużym reżimie czasowym, jaki muszą sobie narzucać, by wywiązać się z zadań stawianych przez nauczycieli akademickich. Oponenci e-nauki stosują ten argument w swoich raczej pesymistycznych wizjach: taka nauka to fikcja. To jednak rzecz wciąż nie zbadana. Po efektach ich poznacie. Dzisiejsze pokolenie Z, a to są nasi studenci, potrafi się odnaleźć w elastycznym czasie nauki i pracy. Jeśli…im się na to pozwoli i uczyni ten czas elastycznymi i autonomicznym. A to już zadanie edukatorów.

A tymczasem…. Najprzyjemniejsza część życia studenckiego: imprezy, sport, zawody, targi edukacyjne, praca… turned off. Trudny czas, ale nie jest dla nich nie do zniesienia. W wielu przypadkach okazuje się, że ich edukacja przebiega bardziej treściwie i efektywnie, aniżeli gdy muszą siedzieć w salach zajęciowych, nie zawsze wynosząc wiele z danego wykładu. To ludzie aktywni, często pracujący. Zasobem dla nich bardzo ważnym jest CZAS. Nawet jeśli nie na pracę, to na multum własnych aktywności rozwojowych lub rozrywkowych. Dobrze wykorzystać CZAS – to motto dzisiejszego studenta. A to, paradoksalnie, może umożliwić im flexitime obecnej sytuacji.

studenci

 

MŁODZI DOROŚLI (25 -35 lat) i „ŚREDNIO MŁODZI” DOROŚLI ( 35-45 lat)

W tej grupie wiekowej istnieje wielkie zróżnicowanie co do stylów życia, wyborów kariery, etapów jej rozwijania, czy też co do wizji zakładania (lub nie) własnej rodziny. To czas krystalizowania się wizji samych siebie, konfrontacji marzeń z rzeczywistością, układania planów i szacowania szans ich realizacji. W przypadku dorosłych w wieku 35-45 lat, bywa, że jest to czas albo pierwszej stabilizacji, albo i zmian, jakie już podejmują w swoim życiu świadomie i z wyboru. Dla obu tych grup, podejrzewam, obecny czas jest stresujący najbardziej ze wszystkich grup wiekowych. Z paru względów:

– mają najwięcej do stracenia na recesji ekonomicznej, jaka będzie następstwem okresowego lock-down

– zamrożenie systemu – chociażby na parę tygodni – dezorganizuje im w wielkim stopniu życie osobiste i zawodowe (zamknięte zakłady pracy, przedszkola, szkoły, instytucje kultury)

– jeśli są w domu dzieci, są z reguły małe i wymagające wzmożonej opieki ( vide pierwsza grupa) – a jeśli nastoletnie – energia wychowawcza osiąga wulkaniczne apogeum wobec wielu własnych zobowiązań zawodowych

– godzenie opieki nad dziećmi, monitorowania ich edukacji z własną pracą w nowym rytmie jest wysoce stresogenne

– konieczność podzielenia się obowiązkami we wzmożonej ilości między małżonkami/partnerami wobec rodziny – w  tym starszych rodziców –  może rodzić konflikty

– konieczność wyłączenia działalności w przypadku drobnych przedsiębiorców osłabi ich sytuację finansową na długo

– osoby samotne odczują swoją samotność w sposób dotkliwy, nie mogąc brać udziału w praktykach społecznych i towarzyskich/zawodowych.

ALE, nie ma tego złego, co by też na dobre nie wyszło. Spodziewana recesja społeczna w przestrzeni publicznej może spowodować, że siłą rzeczy zwrócimy się ku sobie w najbliższych kręgach rodziny i przyjaciół. Podszkolimy kompetencje miękkie- nauczymy się języka ciała, gestów, przypomnimy jak ważna jest komunikacja werbalna i troska o drugiego. A więc – jest ciężko, ale … transformacja niesie nowe transgresje. Uczyni wielu z nas lepszymi ludźmi. Pozwoli przetestować siebie i swoje granice tolerancji, akceptacji, altruizmu i egotyzmu. Niezwykły, przyspieszony kurs dojrzewania.

Obraz może zawierać: 1 osoba, siedzi i tekst

 

DOROŚLI ‘DOJRZALI’ (45-55 lat)

Tu mam problem, bo moje dygresje nie będą obiektywne😊  Sama zaliczając się do tej grupy, jestem najbliżej jakiejś prawdy, ale z pełną świadomością, że prawd jest wiele. Otóż mam wrażenie, że ta grupa najbardziej ZYSKUJE na obecnej sytuacji. Ośmielę się stwierdzić, że jako jedyna do społu z ostatnią grupą – seniorów – może uznać, że zatrzymanie się świata obecnego przynosi im pewną.. ulgę. A może nawet coś na rodzaj dobrostanu.

To skomplikowane.

Paradoksalne, ale może wcale nie?

Może tylko nie jest łatwo się przyznać, że tak dramatyczna sytuacja globalna, na wielu polach oznaczająca koniec świata, może mieć pozytywny wymiar?

A może nie wypada się do tego przyznawać?

Zatem to bardzo subiektywne i o tym należy pamiętać.

Na czym ta ulga polega?

Na zatrzymaniu tempa życia i pracy, które już miejscami przekracza możliwości psychofizyczne. Na stworzeniu  autentycznej przestrzeni, w której można samosterownie określać swoje działania i ich kolejność. W której zewnętrzny system społeczny, coraz bardziej opresyjny wobec już ukształtowanej jednostki, będącej bardziej podmiotem niż przedmiotem, nagle się wyłączył i pozwolił rozejrzeć spokojnie wokoło. Gdy nie działają instytucje, gdy odpada praca i szkoła (dzieci starsze, ale wciąż uwikłane w system), można nagle zobaczyć jak w soczewce, jakimi jesteśmy ludźmi, co robiliśmy zgodnie ze sobą, a co wbrew sobie, co w tym było egzystencjalną koniecznością, co wyborem własnym, a co samo-narzuconym może marginesem, otoczką, ozdobną tasiemką pozoru – bo system, bo prestiż, bo tradycja, bo kultura, bo władza, bo pieniądz.

Daleko mi do generalizowania. Jesteśmy bardzo zróżnicowanym społeczeństwem ekonomicznie i aksjologicznie. Dla każdej prawie komórki społecznej jaką jest rodzina, co innego jest wartością autentyczną, a co innego pozorem. Inne są też poziomy świadomości istnienia takowych. Ale z pewnością taki społeczny eksperyment, jaki przeżywamy, daje więcej czasu na selekcję rzeczy ważnych i liczących się dla poczucia dobrostanu lub szczęścia. Jednym będzie brakowało cotygodniowych koncertów, innym nagle pojawi się opcja spokojnego przeczytania książki bez wyrzutów sumienia (bo dzieci, bo praca, bo porządki). Jedni zatęsknią do podróży, inni się ucieszą z odwołanych lotów, bo było tego tyle, że radością jest spędzić miesiąc w domu…

Tempo mamy też różne, inne rodzaje aktywności traktujemy jako rozrywkę, a inne jako obowiązek. Ale jest pewien wspólny mianownik: odcięcie presji zewnętrznej. Jedni mówią, że nową presją jest narzucone ograniczenie. Tak, ale ono jest przejściowe. NIE potrwa wieczność. A przez ten wyjęty z czasoprzestrzeni, podarowany czas można naprawdę dokonać niezwykłych odkryć, niemożliwych do odkrycia na tym etapie życia w trybie „normalności”. Bo zwyczajnie nie ma na to fizycznego czasu i spokoju umysłu lub ducha.

Doceńmy to.

dojrzali dorośli

WIEK OKOŁO-EMERYTALNY (55-65 lat)

Tutaj trudno określić, co czuje ta grupa wiekowa. Potrzeba zapewne badań. Na podstawie jedynie własnych obserwacji i rozmów ze znajomymi mam przeczucie, że nastroje w tej grupie siadły. Być może jest część społeczeństwa, która już wyczekiwała „wolności emerytalnej” i przyspieszenie takiego stylu życia potraktowała jak nieoczekiwany prezent. Ale chyba jest też pewna część, która postrzegać to może jako przymusową izolację od życia, na którą teraz nabrała apetytu: życia społecznego, kulturalnego, towarzyskiego czy też wzmożonej turystyki. Ponadto bywa, że stan zdrowia wymaga teraz większego zadbania – czy to sportowo, czy medycznie – a oba obszary są utrudnione. Mogą wzrastać stany lękowe, obawy, przemyślenia egzystencjalne. Izolacja społeczna osób samotnych w tym wieku może mieć katastrofalne skutki. Dzieci, jeśli są, są już dorosłe i żyją poza domem. Niektórzy być może przeżywają w dwójnasób „syndrom opuszczonego gniazda”. Z drugiej jednak strony, szukając aspektów pozytywnych, jest to moment i czas na wejrzenie w siebie, poszukanie swoich najskrytszych marzeń czy potencjałów. Może jest to czas na uszeregowanie w spokoju swoich priorytetów na dalsze życie. To grupa o silnie już osadzonej podmiotowości. Dobrze jest jej pobyć ze sobą, spotkać swoje „ja”, docenić bliskich, zauważyć wiosnę na drzewach i dokonywać spokojnej refleksji nad życiem. Praca – zdalna lub na chwilę wyłączona – to już dla tej grupy raczej dodatek do życia, bardziej, lub mniej smaczny deser. W obu przypadkach, chwilowa przerwa może dobrze zrobić. Wyostrzy apetyt lub… zadziała jak dieta odchudzająca 😉

Zamiast mema, znalezione w sieci:

Żona do męża:
– Coś się dzieje z moim telefonem. Rozmawiałam dziś z przyjaciółką, ale nic nie mogłam zrozumieć.
– A próbowałyście nie mówić w tym samym czasie?

źródło: https://dowcipy.jeja.pl/12352,zona-do-meza-cos-sie-dzieje-z-moim.html

SENIORZY (65+…)

Grupa o dwóch obliczach, jak Jekyll and Hyde. Wyżej wspomniałam, że do społu z dojrzałymi dorosłymi, to ta część społeczeństwa, która być może czuje największy spokój. Ale też jest tak, że (zgodnie z medycznym profilem) to grupa najwyższego ryzyka wobec koronawirusa. Wolę patrzeć na tę pozytywną stronę (nie medyczną). Bo tak:

– to ludzie, którzy przeżyli już życie i znają dużo większe egzystencjalne zakręty, niż obecna (wojny, stan wojenny, choroby itp.)

– podchodzą w związku z tym do izolacji jako pewnego utrudnienia, ale tymczasowego

– doświadczają wzmożonej opieki i zainteresowania bliskich (działa też „Widzialna ręka”)

– nie zmieniają zbytnio swego dotychczasowego trybu życia, zatem psychicznie ich ta zmiana nie dotyka tak, jak inne grupy wiekowe

– siłą rzeczy próbują podnieść swoje kwalifikacje cyfrowe ( ilu w końcu uaktywniło się na mediach społecznościowych!)

– jeśli nawet czują zagrożenie, jeszcze intensywniej cieszą się każdym dniem. Są dojrzali i najbardziej refleksyjni.

Oczywiście, że służba zdrowia, choroby współistniejące, słabsza odporność dotyczą właśnie tej grupy. Ale .. jak w tytule wpisu – nie o medycznych aspektach tu piszę, a raczej psychicznym samopoczuciu  i postawach społecznych.

seniorzyFot. © SUJETA SETIA / FACEBOOK

A zatem… czy wiek i etap życia mają znaczenie dla naszej postawy wobec obecnego egzystencjalnego zakrętu społecznego? Oczywiście, że tak. Moje diagnozy są wyłącznie hipotetyczne i nie stanowią kompletnej analizy, są jedynie zachętą do zastanowienia się i dyskusji. Głośnym myśleniem. Inspiracją do badań empirycznych.

Zgadzacie się? Nie zgadzacie? Co jest inaczej? A co jest tak, jak piszę?

Wszyscy mamy więcej czasu na myślenie i refleksję.

Zachęcam.

I pozdrawiam wszystkie grupy wiekowe!

 

Be-3

 

 

 

FENOMEN ZAMROŻENIA SYSTEMU – co w tym DOBREGO?

Staram się na tym blogu promować pozytywne myślenie. Namawiam do bycia dobrym, szczęśliwym i profesjonalnym w swoich działaniach. Patrząc w tych dniach na motto swojej strony: Be Good, Be Happy, Be Professional, zastanawiam się, jak ono brzmi w obecnej sytuacji? Czy nie jest przypadkiem totalnym nieporozumieniem? Naiwnym hasłem, zdezaktualizowanym wobec zjawiska zwanego „critical juncture”, albo, w j. polskim, „punktem krytycznym, zwrotnym” w życiu całych społeczeństw na całym świecie?

img_20200216_112419

img_20200216_112404
Frozen

fot. Beata Karpińska-Musiał. Muzeum Historii Wojska w Wiedniu, Austria

DOBRO rezonuje w postaci wielu akcji pomocowych, poświęcenia tysięcy lekarzy i pielęgniarek. To ich PROFESJONALIZM I DOBRO, jak też wielu innych pracowników służb i podstawowych usług ratują teraz świat. Okazują się uniwersalną cechą ludzkości, wydobywaną na światło dzienne wobec wizji unicestwienia. Czy jednak w obliczu egzystencjalnego zagrożenia na globalną skalę, nieznaną dotąd ludzkości od co najmniej dwóch pokoleń, jest w ogóle miejsce na szczęście?

Na dobro-stan?

Rosnąca ilość rządowo czy społecznie uruchamianych akcji pomocy psychologicznej (już nie tylko dla depresyjnej młodzieży) nakazywałaby sądzić, że nie. Że stan psychiczny społeczeństwa w obliczu bezradności i zagrożenia zdrowia a nawet życia, pogarsza się. Czytamy, że sytuacja pogłębia już istniejące stany lękowe. Że izolacja osób starszych powoduje ich coraz większe wykluczenie społeczne. Co ciekawe, nagle na trochę dalszy plan gwałtownie zszedł temat dobrostanu zwierząt.. w tym domowych. Czytamy jedynie (sic!) , że … nie przenoszą wirusa. Czyżby temat był jednak problemem tzw. „pierwszego świata”, który musiał ustąpić z podium wobec autentycznej wizji wymarcia ludzkości?  Psychologowie w szkołach i instytucjach uruchamiają tymczasem nieodpłatne poradnictwo dla dzieci, młodzieży i dorosłych. Edukatorzy prześcigają się w dzieleniu się dobrą praktyką i narzędziami do edukacji zdalnej. Rodziny, mające dzieci szkolne, testują swoje możliwości żonglerki egzystencjalnej pomiędzy obowiązkami własnej pracy (zdalnej lub realnej) a dopilnowaniem obowiązków uczniów. Co ważne, wspieraniem ich w tym trudnym czasie totalnej odmiany dynamiki życia. Życia ograniczonego do własnych czterech ścian, pobliskiego lasu i .. nieograniczonej przestrzeni wirtualnej. Zaczynamy żyć w klatkach, w których jedynym i autentycznym oknem na bezpieczny świat stał się monitor komputera… Podczas gdy lodowce na Antarktydzie topnieją, system społecznego funkcjonowania niezależnie od jego typu i politycznej formacji, uległ zamrożeniu w każdym państwie na świecie.

To doprawdy historyczna chwila

Będą o tym pisać poeci i autorzy podręczników

Historycy

Biolodzy

Psychologowie

Ekonomiści

Filozofowie

Politycy….

 Czy możemy zatem mówić tutaj o jakimkolwiek pozytywnym skutku obecnej sytuacji?

A może jednak szczęście też jest zjawiskiem uniwersalnym, uczuciem pokonującym ludzkie fobie i obawy, a wynikającym z transgresyjnych dyspozycji i natury człowieka? W końcu ludzie kochali się nawet w obozach koncentracyjnych, cieszyli się z każdego przeżytego dnia, zakładali rodziny….Ich humanizm i człowieczeństwo nie zanikały nawet w obliczu tak potwornej sytuacji, jaką było ograniczenie wolności i wizja śmierci…

Wolność….

Miało być pozytywnie. Otóż wierzę, że doświadczany przez nas obecnie moment zamrożenia zewnętrznego życia społecznego ma swoje dobre strony. Uświadomi nam bardzo szybko, że bardzo wielu aspektów dotychczasowego życia po prostu nie potrzebujemy do szczęścia. Że zakręciliśmy się jako społeczeństwa w jakimś szalonym wirze zwielokrotnionych potrzeb, zadań, obowiązków, planów, ambicji. Że żyliśmy w zmultiplikowanych światach nieprzystających do siebie (dzięki mediom i dostępności) wyobrażeń o wielkości człowieka i dostępie do możliwości, do dotknięcia wszystkiego, co świat oferuje, mając tylko jedno, krótkie w sumie życie. Że zaczęliśmy chcieć przekraczać nasze ludzkie możliwości (trans-humanizm?), by to życie okiełznać, przedłużyć, uczynić sztucznym tworem w imię postępu – bo przecież musimy ZDĄŻYĆ TYLE ZROBIĆ, ZOBACZYĆ, DOŚWIADCZYĆ. Nie zakładamy rodzin, bo chcemy być wolni. Dzieci rodzimy później o 20 lat niż przystosowała nas do tego natura, bo przecież będziemy żyć dłużej (??). Ludzi starych izolujemy, bo nie nadążają za naszym trybem i stylem życia. Pracę zmieniamy szybko i często, bo nas nudzi, albo… jest poniżej naszych rosnących geometrycznie kwalifikacji. Zwiedzamy świat, bo przecież jest cudownie stanąć na Akropolu – nie wystarczy zobaczyć w TV.

A teraz… można tylko w TV

Teraz .. trzeba nagle się zatrzymać i rozejrzeć, gdzie stoimy

Porozmawiać dłużej przez telefon z rodzicem

Pracę wykonać i .. o zgrozo.. mieć jeszcze czas na… film, rozmowę, porządki w domu…

Ta sytuacja zamrożenia świata zewnętrznego ma wiele plusów. Może nie od razu dla osób, które lubią ontologicznie rytuały i chodzenie w kieracie, by dobrze funkcjonować. Którym nagle ten kierat i wachlarz wytycznych się skończył, i muszą zajrzeć do wnętrza, do tego, co potrafią robić same ze swoim czasem. Ale dla tych, którzy od lat nie znoszą opresji jaką niesie system społecznego funkcjonowania z jego skalą terminów, oczekiwań i kulturowych rytuałów, pozwoli na autentyczne spotkanie z sobą samymi. Na wybranie tego, co można robić, nie mając nagle opcji łapczywego gonienia wytycznych Pana Świata. Na swoje własne potrzeby i instynkty zgodne z rytmem biologicznym. Na posiedzenie w ciszy i posłuchanie tego, co w środku.

Co tam znajdziemy?

Siebie

A obok to, co dla nas ważne

Nie pilne, a ważne  – a to różnica

 

Cudowne chwile wolności!

Doceńmy tę szansę

Dopiero będąc wolnymi, chociażby z przymusu, dokonujemy słusznych wyborów systemowych

Paradoks pandemii: dobrostan

Be-3

Dzieci z sieci – szansa nie bez ryzyka

Jutro poniedziałek. Ale jakże inny, niezwykły. Jeszcze w poprzedni szliśmy normalnie do pracy, młodzież do szkoły. Świat funkcjonował, chociaż nadchodząca epidemia nie wróżyła spokojnej wiosny. Mimo tego, jeszcze w miniony poniedziałek nikt nie pomyślałby, że w ciągu tygodnia świat nam się zamknie. Złamią się dotychczasowe zasady. Na skalę, jakiej nie pamiętają chyba nawet nasi dziadkowie. Nie w ten sposób.

img_20200314_170125fot. Beata Karpińska-Musiał

Konsekwencje pandemii koronawirusa, jak wszyscy wiemy, już są i będą nie tylko ekonomiczne i zdrowotne, ale też społeczne, kulturowe, filozoficzne, i co najważniejsze edukacyjne. I ja właśnie o tym, oczywiście. O edukacji.

Czy przełom, jaki funduje nam wymuszona sytuacja globalnego shut-down, niesie wyłącznie szansę na rozkwit kształcenia poprzez technologie TIK? I czy jest to rzeczywiście błogosławieństwo, czy może też jednak pewne zagrożenie?

Zdecydowałam się podjąć ten wątek, gdyż obserwuję – jako matka uczniów i człowiek edukacji, jakie reakcje budzi postulowana przez rząd, szkoły, uczelnie i stosowne ministerstwa konieczność przechodzenia na edukację w chmurze/online/zdal-ną/wirtualną. To jedna wielka burza emocji, wysyp dyskusji, a co najważniejsze – natychmiastowych ofert komercyjnych od firm, osób indywidualnych, coachów i trenerów dotyczących wspomagania tego procesu. Wiem, co piszę, bo sama, jako zwolenniczka wykorzystania (mądrze) technologii w dydaktyce  i uczestniczka social mediów, jak też trenerka tutorów, miałam w głowie od razu parę pomysłów na temat możliwych usług w tym zakresie. Wreszcie szkoła wejdzie do symbolicznego nieba (w końcu chmura!), wreszcie uczniowie będą się uczyli jak lubią, a nauczyciele poznają, ile można zrobić w sposób szybszy, ciekawszy, bardziej sprawny i interaktywny. Społeczny konstruktywizm w edukacji doczekał się swego czasu. Media huczą od satysfakcji tych edukatorów, którzy od dawna usiłowali przebić się z innowacjami w szkole czy uczelni: teraz w końcu to się naprawdę dzieje, wygraliśmy!

Ale właśnie te reakcje i ich burzliwość wzbudzają po chwili refleksji mój lekki niepokój. Już po 4-5 dniach słychać nieśmiałe głosy (nawet się porządnie tydzień online nie rozpoczął), że nagle uczniom spada na głowę jeszcze więcej pracy niż w szkole.. Że instytucje (uczelnie i szkoły) planują rozliczać nauczycieli z każdej przepracowanej w ten sposób godziny, że trzeba prowadzić rejestry, zapiski, systemy mają odnotować godzinę dyspozycyjności nauczyciela…

Ok, to jednak nie jest PROBLEMEM. Rodzi się po prostu nowa administracja, „nowe zarządzanie oświatą”. Termin znany pedagogom i socjologom edukacji. Rodzi się nowy system zarządzania wiedzą, informacją, interakcją i .. RELACJĄ. I już przy tym słowie nabieram coraz większych wątpliwości. Bo relacja definitywnie zachodzi poprzez platformy, wirtualne klasy, social media, komunikatory, programy i chatroomy. Nabiera innego kształtu, wymaga innych kompetencji, z pewnością działa stymulująco na młode pokolenie. Starsze pokolenia – z różnymi skutkami ubocznymi, ale są w stanie nadążyć…

A jednak mam wątpliwości, gdy słyszę, że to będzie jeszcze lepsza relacja, mimo że bez kontaktu fizycznego. Wręcz „bez przytulania” – określenie zasłyszane.

I tu widzę już PROBLEM.

A więc świat cyfrowy nas wciągnie, zassie. Zaczniemy w nim nie tylko bawić się, pracować, szukać informacji, czytać czy tworzyć, ale też uczyć się już formalnie. Żyć po prostu. Do doby dorzucamy parę godzin edukacji online. Dla dzieci i dla rodziców, którzy muszą trochę tego dopilnować.

Ale zadajmy sobie ważne pytania:

– czy naprawdę chcemy żyć bez dotyku fizycznego?

– czy edukacja bez relacji “twarzą w twarz” jest tym samym, co kontakt wzrokowy z autorytetem i postacią znaczącą dla dziecka/nastolatka?

– czy Google Teams zbuduje kompetencje relacyjne młodzieży tak samo jak dyskusja przy stoliku?

– czy wirtualne klasy, zdane na jakość technologii, pozwolą na obserwację emocji i niuansów emocjonalnych?

– czy.. uczniowie nauczą się aż takiej samodyscypliny w ciągu doby, by wykonać program minimum?

– czy bezdotykowy świat wirtualny nauczy ich przede wszystkim… odczuwania szczęścia, empatii i miłości?

I najtrudniejsze pytanie, chociaż czysto pragmatyczne: Jak potem z tego wyjść? Zakładamy, że to rozwiązanie jest jednak okresowe, czasowe. Czy umiemy przewidzieć skutki faktu, że skoro młodzież już się nauczy i błyskawicznie wciągnie w tego typu naukę, będzie jej JESZCZE trudniej niż kiedyś wrócić do REALU i edukacji ANALOGOWEJ?

Czy jesteśmy jako nauczyciele i rodzice gotowi na to zjawisko?

Wydaje mi się, że dopiero wtedy dostrzeżemy konieczność autentycznej i trwałej zmiany: adaptacji do wymagań i oczekiwań młodzieży i dzieci, powracających z sieci.

Dzieci z sieci.

A szkoła wciąż ma ławki, tablice i długopisy.

Na szczęście jednak, ma też żywych ludzi: nauczycieli.

Na szczęście.

Bo to w nich cała nadzieja.

 

Be-3

 

 

 

 

 

GŁOWA, ABSTRAKCJA CZY KLASYKA?

Od genezy książki po współautorstwo i Szkołę Ateńską

To, co tu napiszę, to nie historia całej, trzyletniej współpracy autorek, wielokrotnej ewolucji pomysłu, problemów z koordynacją pracy w czasie wśród trzech matek rodziny, logistyki prowadzenia badań w terenie, rozmów, tysięcy terminów, prawie setki godzin na Skype’ czy też finalnych kwestii formalnych: pisania ofert wydawniczych, zbierania propozycji, dyskusji o wyborze najlepszej, negocjowania źródeł finansowania z uczelniami, podpisywania umów…

Obraz może zawierać: 1 osoba, tekst

To też nie historia koncepcyjnych zawirowań związanych z różnymi opiniami na temat tutoringu w różnych środowiskach, jak też różną praktyką jego stosowania. I w końcu, to nie opowieść na temat osobistych wyrzeczeń w ramach życia rodzinnego, nieprzespanych nocy, czy też pisania w pociągach, tramwajach, w hotelach, czasem nawet w kawiarniach (to niby tylko Majakowski pisał na serwetkach?)….lub .. myślenia o pisaniu podczas zakupów czy sprzątania domu, co gorsza nawet podczas niekiedy zajęć akademickich😉

Gdyby chcieć to opisać, powstałaby nowa książka. A ja robię tylko wpis, sygnał, zachętę do posmakowania już niebawem samego owocu. Ale ponieważ pisanie sprawia mi przyjemność, podzielę tę historię na krótkie fragmenty, wysepki opowiadające o tym, jak trzy wieloletnie koleżanki podjęły się napisania o tym, co jest ich pasją badawczą i dydaktyczną. Jest to o tyle ciekawe, że jesteśmy  nie tylko z innych miast, z innych uczelni, ale nawet z nieco innych dyscyplin naukowych w ramach nauk społecznych. Mamy odmienne doświadczenia, odmienne perspektywy, a także mocno odmienne „socjalizacje” akademickie. To nasz wielki atut. To atut dla badań, wymiany i kreacji idei, jak i samej współpracy!

W dzisiejszym wpisie posłużę się tylko hasłami – metaforami. Krótko, ale mam nadzieję, treściwie. Od początku namysłu nad książką do momentu projektowania okładki. Niech to będzie pierwszy etap, pewien wstęp do opowieści o wyjątkowo skomplikowanej, systemowo transformującej rzeczywistości akademickiej, której jesteśmy członkiniami, i której dotyczy ta monografia. W następnych wpisach podejmę się krótkich streszczeń na temat, tego, co było dla nas treściowo i badawczo w tej książce najważniejsze jako autorek.

 

Część 1. GŁOWA

ROZMOWA  – pierwsze wywiady przeprowadzone z wybranymi respondentami przy okazji konferencji, seminariów i spotkań naukowych. Choć skrzętnie zaplanowane i umówione. Jest pierwszy materiał badawczy, na razie gromadzony w Gdańsku. Lata 2016-2017.

PLAN ZERO – WSPÓLNY REFERAT na Ogólnopolskim Kongresie Tutoringu w Warszawie. Jest rok 2017, dwie z nas (UG i UŁ) prezentują plan i zarys monografii o percepcji i implementacji tutoringu w Polsce w wybranych uczelniach.

BIEŻĄCZKA – jest trudno. Pomysł leży pośród miliona innych obowiązków bieżących. Wszyscy zajęci Ustawą 2.0, wszyscy niepewni, sfrustrowani. Zajęci. W rodzinach szał nastolatków😊

CIENKI LÓD –  za chwilę się załamie. Jest rok 2018. Uczelnie stawiają więcej znaków zapytania, niż odpowiedzi. Nikt nie umie przewidzieć strategii działania, koncentrując się bardziej na przetrwaniu, aniżeli rozwoju innowacji i trosce o elitarną jakość. Mnożą się definicje jakości. Rodzi się chaos pojęciowy. Ubywa studentów.

KOŁO RATUNKOWE – zapraszamy trzecią autorkę do współpracy. Gdańsk i Łódź potrzebują posiłków, mobilizacji, szkoda nam utonąć w morzu codziennych spraw i równoległych publikacji bieżących. Potrzebujemy kolejnej ekspertki z dużym doświadczeniem. Dołącza Częstochowa😊

KRÓL SKYPE – rządzi! Comiesięczne, a czasem cotygodniowe posiedzenia na Skype, pełne dyskusji, negocjacji, mieszania idei. Eter pełen jest gorących debat o badaniu, metodologii, literaturze, przemieszanych z rozmowami o dzieciach, mężach, domach i podróżach. Gorąca mikstura, wybuchowa, ale jakże twórcza!

 Część 2. ABSTRAKCJA

KRYZYS – wiosna 2019; zmęczenie przeplata się ze zwiększoną bieżączką. Sesja, rodzina, projekty wyjazdowe, podróże, brak snu. Wakacje. Kołowrotek – pracę zabieramy na prywatne urlopy. Mimo usilnych starań, by przestać myśleć o książce, nie udaje się. Wykańczamy, poprawiamy, modyfikujemy szczegóły. Dzielimy się pracą uczciwie, ale czasem  lecą iskry. Ile można? Czy to się uda? Kiedy koniec?

WSPINACZKA NA SZCZYT  – lato 2019 szukanie wydawnictwa. Upał  – w końcu mamy zmianę klimatu –  w pocie czoła piszemy oferty wydawnicze po nocach. Ankiety mają po kilkanaście stron. Laptop się przegrzewa… Głowa też. Zbieramy parę ofert, wybieramy jedną. Cieszymy się, jesteśmy prawie na szczycie…

CENA DOTARCIA NA SZCZYT – negocjacje z uczelniami na temat finansowania monografii to drogi biznes. Emocjonalnie i logistycznie. Ale wart zachodu.

WIDOK ZE SZCZYTU – ach! Teraz już tylko nagroda i czysta przyjemność: projekt okładki. Książka ma nie tylko ZAWIERAĆ coś. Ma też WYGLĄDAĆ😊

Część 3. KLASYKA

BRAINSTORMING – jako wytrawne naukowczynie i dydaktyczki (w dodatku matki!), w mózgu burze mamy średnio raz na tydzień😊 To też tzw. „klasyka” i wie to każda akademiczka oraz akademik. Ale tutaj.. to CO INNEGO! Tu chodzi o symbol, image, obraz, który nie tylko będzie się nam podobał jako trzem, było nie było różnym kobietom, ale ma się podobać przede wszystkim CZYTELNIKOM!  Ma być unikalny. Jak rok 2020.

GŁOWA – to pierwszy pomysł. Symbol otwartej głowy, głowy pełnej wiedzy, głowy aktywnej i myślącej. Jednak… dużo takich głów już istnieje, szukamy dalej.

ABSTRAKCJA – duże pole do popisu. Wybrane wydawnictwo podsyła nam nawet propozycje. Bywają ciekawe, ale….. czegoś brakuje, jest zbyt uniwersalnie, jest otwierająco, nowocześnie, ale zbyt szeroko i bezpłciowo. Szukamy kompromisu, czegoś, co wyrazi esencję tutoringu w sposób łączący jego korzenie ze współczesnym jego wymiarem.

KLASYKA – okazuje się słowem – kluczem. Wygrywa w naszych negocjacjach jako motyw, ale daleko jeszcze do finalnych ustaleń. Pierwszym pomysłem są posągi klasyków, filozofów greckich. Negocjujemy, bo gdy jednej się podoba dumający Sokrates, drugiej wydaje się zbyt ciężki i trąci podręcznikiem do filozofii. Jedna z nas lubi jaśniejsze barwy, inna woli soczyste i nasycone. Jedna wolałaby lekką abstrakcję, inna przekonuje do klasyki. No nie jest łatwo….

Jednak rozwiązanie znajduje się szybciej, niż można by sądzić. W końcu kobiety potrafią się dogadać. Fresk Rafaela Santiego „Szkoła Ateńska” zawiera parę ważnych elementów, które symbolizują klasyczny, ale jednak społeczny wymiar edukacji spersonalizowanej. Edukacji uwzględniającej ideę Akademii Platońskiej, ale także  – poprzez ukazanie wokół Platona i Arystotelesa innych uczniów  –  nie izolującej dialogu Mistrza z Uczniem ze społeczności akademickiej. Natomiast (także wynegocjowana) niebieska barwa grafiki, ma nadać znanemu motywowi bardziej abstrakcyjny i nowoczesny rys. Wydawnictwo IMPULS bardzo profesjonalnie i kooperatywnie wspomagało nas w tym (jakże trudnym i rozkosznie przyjemnym) procesie dochodzenia do finału.

szkoła ateńska - okładka

Finał graficzny, to początek ostatniego etapu – druku książki, chwycenia jej w ręce i .. posłania w świat. To będzie jak rozstawanie się z dzieckiem, którego ciąża trwała trzy lata. Książka, w momencie oddania jej w ręce czytelników, staje się już ich własnością, a autorzy  – nieco osieroceni – mogą tylko obserwować jej dalsze losy.

Niczym rodzice wobec dzieci.

Cóż, przed nami dopiero jednak sam poród – na przełomie kwietnia i maja😊

Ogłosimy te narodziny!

 

Be-3