GDY MOBILIZACJA PRZECHODZI W NOSTALGIĘ – CZYLI JAK HAMUJEMY I OSWAJAMY NOWY ŚWIAT?

Macie już dosyć codziennych statystyk na temat COVID-19? Przestaje Was zadziwiać kolejna seria obostrzeń (albo i poluzowań) pandemicznych czy też politycznych przepychanek w mediach, gdzie politycy pieką swoje pieczenie na partyjnych grillach? Wyłączacie na trzy dni media publiczne, by zająć się z powrotem swoim życiem, obowiązkami, rodziną i pracą?

To znak, że hamujemy i oswajamy obecny stan.

img_20200322_200511

Beata Karpińska-Musiał “Bez czasu”

Dla każdego pewnie nastąpi to w innym momencie, ale idę o zakład, że większość z nas powoli odczuwa nasycenie ową zmianą, która nas gwałtownie, bezpardonowo i bez zapytania zaskoczyła ponad 5 tygodni temu. Uświadamiamy sobie, że przeżyliśmy ponad połowę standardowych, szkolnych wakacji, siedząc w domach i nie wychylając nosa poza własne otoczenie na więcej niż 200-300 metrów. Większość pracuje z domów, a służby publiczne, w tym przede wszystkim medyczne, działają w zupełnie innym świecie. Miliony, MILIONY , nie setki czy tysiące ludzi zastanawiają się, jak będzie wyglądał ich świat od teraz. To niezwykłe, epokowe poczucie wspólnoty, jakiego moje pokolenie, a pewnie i starsze powojenne, nie pamięta. O młodszych nawet nie wspominam.

Będzie to inny świat, i to dociera do nas już nie tylko z mediów czy z poziomu własnej racjonalizacji. Dociera do nas na poziomie głębszym, niż naskórkowy. Zaczynamy to CZUĆ.

I tak, prognozy psychiatrów i psychologów o wizji ogólnospołecznej depresji nie są tylko wizją ekspertów, a praktycznym wymiarem tego, co ludzie zaczynają odczuwać.

I tak, prognozy ekspertów ds. edukacji, wstępnie i nie od dzisiaj prorokujące śmierć szkoły analogowej, stają się rzeczywistością na poziomie behawioralnym i afektywnym dla rodziców i uczniów…

I tak, prognozy klimatologów, że ziemia potrzebuje odpoczynku, stają się realnym komunikatem, że zanieczyszczenie powietrza spada zauważalnie w wielu miejscach na świecie…

I tak, z obserwacji informacji medycznych wnioskujemy, że… odchodzą głównie ludzie starsi, schorowani, a których długość życia dowodziła osiągnięć współczesnej medycyny bardziej niż naturalnego  cyklu…

Już to widzimy i czujemy

I teraz jest czas na etap nostalgii

Już ochłonęliśmy z emocji zderzenia z wojną

Już przywykliśmy trochę do stanu wyjątkowego, jednak mamy coraz więcej pytań…

Dopiero przed nami podróż do autentycznej tęsknoty za tym, co minęło i nie wróci w takiej samej formie. Mówimy już głośno, że mamy teraz coś na rodzaj wojny. Bez granatów, czołgów, sztucznej inteligencji czy nowoczesnej broni chemicznej albo mitycznego 5G lub 6G. To wojna dużo bardziej prymarna,  biologiczna wojna z planetą Ziemią, to wojna przeciw antropocentrycznym nawykom, ….

w tym sensie z naszym własnym, dotychczasowym życiem.

Bo nawet jeśli wrócimy do dawnej aktywności, to już ze skazą świadomości, że nic nie jest pewne, ani nic nie jest gwarantowane.

Że nasze istnienie jest dużo bardziej zagrożone, niż myśleliśmy dotąd.

Że drugi człowiek, tak bliski, a tak daleki, może stanowić dla nas nie tylko wsparcie, ale i zagrożenie. Właśnie: człowiek i zwierzęta – nic innego. Idee, polityka, sztuka, kultura niematerialna i materialna, ludzkie konstrukcje, wiara … marność.

Cudowna marność.

Potrzebna jak powietrze. 

Ale zachwialiśmy balans Natury, zapomnieliśmy o niej i o jej sile.

Zegar się zatrzymał  i czeka na nowy rozruch. 

Sam ruszy.

Be-3

 

 

 

Zagrajmy normalnie, czyli na punkty!- tenis stołowy jako metafora akademicka

Kwarantanna rodzi nowe talenty. Potrzeba ruchu, a także udokumentowania jakiejś formy fizycznej aktywności “do szkoły” spowodowała, że w moim męskim świecie domowym ponownie, po długiej przerwie, stół jadalniany przeistoczył się w stół do tenisa stołowego:-) Rozgrywki i mecze z reguły zaczynają się około… północy i trwają do godziny 1:00 (to rodzina nocnych marków). Grają ci, którzy “zasłużyli”, wykonawszy najpierw przynajmniej większość zawodowych, szkolnych, czy gospodarczych obowiązków domowych.

img_20200409_011651

To naprawdę świetna rozrywka! Rozgrzewa, wymaga sprawności, można tę sprawność doskonalić, a zanim to nastąpi jest wiele okazji do śmiechu. Integruje rodzinę, jest odskocznią od fotela i biurka. A zwłaszcza od ekranu monitora. Dzisiaj jednak, przy jednym z kolejnych meczy, była to też dla mnie okazja do krótkiej refleksji.

Poszło o styl gry.

Grając z moim niespełna 14-latkiem, mam nieustanny konflikt na temat tego, czy zależy nam na ciągłej, udanej grze (czytaj: utrzymaniu piłeczki na stole), czy też na autentycznej wygranej według zasad. Pierwsza wersja to dla mnie świetna okazja do trenowania koncentracji, dobrego ruchu, rosnącej chęci nie przerwania gry. Druga – to nieustanne bieganie za piłką w efekcie “podkręceń”, “ścinek”, “zaskoków”, itp. itd. przeciwnika. Jak nietrudno się domyślić, to ja z reguły biegam po piłeczkę, szukając jej na kolanach to pod pianinem, to pod kredensem, albo i biegnąc za nią po schodach… Cóż, każdy ruch jest dobry ale…

Gdy w końcu się zbuntowałam i mówię: czy możemy pograć tak, by utrzymać piłkę na stole, nie robiąc sobie ścinek, podkręceń itp? słyszę od nastolatka:

Ale czy możemy zagrać w końcu NORMALNIE, TAK NA PUNKTY?

Pomijam kwestię potrzeby rywalizacji, jakże typową dla nastoletniego chłopaka. I tak jest dzielny, znosząc moje delikatne i układne serwy:-) Jednak pojawiła mi się, niczym objawienie albo senna mara, analogia do pracy akademickiej.

Gramy dla utrzymania piłki w grze, czy gramy na punkty?

Co oznacza pierwsze, a co drugie?

Eureka! Ja jednak wolę to pierwsze. Dbałość, koncentrację, powolny może, ale dokładny ruch. Trwa dłużej, jest może czasem bez emocji, monotonny, ale wymaga wytrwałości. Gra na punkty, wizytówka dzisiejszej akademii, to może i ekscytacja godna nastolatka, może i lepsza zabawa, ale wyczerpująca i wypalająca.

Po półgodzinie gry na punkty, zrezygnowałam.

Jutro pogram z kimś, kto chce utrzymać piłeczkę na stole:-)

Be-3