CZY “ŁONA NATURY” MOŻNA MIEĆ POWYŻEJ USZU? – słowo o obalaniu mitów w czasie urlopów 2020

Zanim ruszą kolejne badania nad skutkami tegorocznych wakacji – pod kątem COVID-19 lub ekonomicznych w różnych regionach – ja sobie myślę o takich zupełnie zwykłych, ludzkich, emocjonalnych efektach ubocznych. Wróciłam właśnie z udanego bardzo, wyjątkowo spontanicznego chociaż przemyślanego, urlopu na wsi lubuskiej. Przemyślanego – bo to rejon stosunkowo najmniej „zakażony” wg statystyk. Bo to rejon odludny, bo słowo „trochę zapomniany” przez turystów to eufemizm. Przez tydzień można było się czuć jak na planie filmu – widma.

edf
Park zamkowy w Bad Muskau – fot. Tymek Musiał

Ale też był to urlop spontaniczny, bo pozwalający na leniwy, absolutnie niespieszny rytm dnia, łączenie wypraw rowerowych z odkrywaniem takich zakątków jak Krosno Odrzańskie, Lubsko, Brody, Żary, Mużaków, Zielona Góra, Drżonów, Gubin czy Dąbie. Nie będę tu opisywać wrażeń – krótkie fotorelacje robiłam systematycznie na prywatnej stronie FB i tam można je znaleźć. Najciekawsze są miasta graniczne: Gubin i Mużaków, po połowie (obecnie) polskie i niemieckie. Z ciekawą historią pruską i łużycką w tle.

Mam jedynie tutaj dodatkową refleksję nad dwiema myślami:

  • Jak znosimy (nie tylko moja rodzina ale Wy wszyscy, czytelnicy, całe społeczeństwo – sorry za tę uniwersalizację, ale żyjemy w uniwersalnym czasie pandemicznym) rodzinne przebywanie ze sobą na urlopach po 5 miesiącach rodzinnego życia pod jednym dachem?
  • Jak dużo potrzebujemy kontaktu z pustą, dziewiczą naturą, by wciąż uważać ją za atrakcję i ładować tzw. akumulatory – szczególnie po czasie izolacji i … już wcześniej paromiesięcznego przebywania w naturze, nawet w naszych miastach?

Śmiem twierdzić, że tegoroczne wakacje obalą trochę dwa mity (jako jedne z wielu możliwych).

MIT PIERWSZY – wakacje rodzinne to bajka. W tym roku przekonamy się, pewnie niektórzy dopiero po raz pierwszy, inni już to wiedzą dawno, że to mit. Są bajką wtedy, gdy stanowią  odmienność, są czasem darowanym, innym od nieustannych nieobecności, mijanek i tęskot, jakich doświadczamy pracując i ucząc się w trybie normalnym. Pandemiczny urlop rodzinny będzie okazywał się raczej niezwykłym testem charakteru, lekcją negocjacji, cierpliwości, kompromisu i treningiem siły woli. Nie wyklucza to przyjemności i satysfakcji, ale może też stać się źródłem nowych napięć i rozczarowań. Przyjmijmy je, jako naturalne. Znamy przyczynę, większość z nas doświadcza takich emocji w ostatnim półroczu. NIe martwmy się zbytnio, odnajdujmy mimo wszystko coś pozytywnego w takim wewnętrznym treningu własnych reakcji na sytuacje irytujące lub na inne perspektywy.

MIT DRUGI – natura jest zawsze wspaniała i koi nerwy, odstresowuje, łagodzi napięcie. Cóż, ponownie ten sam mechanizm: wszystko, gdy w nadmiarze, traci swój blask. Przyznam, że tak jak bardzo lubię widoki pól, lasów, łąk i kwiatów, tak organicznie tęsknię już za pulsem dużego miasta. Za jego gwarem, zabytkowymi uliczkami, ruchem ludzi, muzyką z knajp i barów. A po dwóch rzeziach kilkuset komarów w nieopatrznie zostawionym z otwartym oknem pokoju na wsi, naturę kocham w sposób ograniczony😊 Jeśli zatem czujemy, że z jakiegoś powodu sielskie obrazy nie budzą już w nas zachwytu, to też nie powinniśmy się martwić. To, że inni wybierają życie na “łonie” na długo i znajdują szczęście w robieniu zapraw czy nalewek, a my niekoniecznie to kochamy, nie znaczy, że nie mamy do innych preferencji prawa. Dzisiaj jest moda na Friluftsliv 😉 Ale moda nie oznacza obowiązku – wybierajmy sami, co nam pasuje.

***

W Sopocie na Monciaku podobno gęsto. Restauracje zapraszają. Kafejki pachną kawą.

Nie idę tam, podobnie jak nie idę na Trójmiejskie centralne plaże. W tym roku uważam tłumną turystykę mimo wszystko bardziej za bezmyślność, niż za atrakcję.

Nie wiemy, kiedy wróci dawny styl i tryb urlopowania – bez stresu, maseczek czy zbytniego hałasu turystycznego. Jak zawsze, trzeba szukać umiaru i kompromisu.

Ale z pewnością warto w tym roku być ostrożnym i nabrać nowych nawyków.

Można fajnie urlopować, można nawet wytrzymać te piękne zachody słońca nad rzeką czy też zapach sianokosów 😉

Tęsknimy za Atenami, Rzymem czy Wenecją, ale one przetrwają jeszcze kolejne tysiące lat.

Zdążymy

Musimy jednak najpierw przetrwać my, by kiedyś tam znowu pojechać.

Zdrowych i szczęśliwych urlopów!

Be-3

 

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s