W spirali strachu – czy umiemy żyć z ryzykiem za pan brat?

Minął kolejny miesiąc od ostatniego wpisu na moim blogu. Miesiąc, w którym pandemia COVID-19 nabrała tempa w Polsce i na świecie, a świat uczy się z nią żyć. Miesiąc, w którym usiłujemy przywrócić równowagę na wielu poziomach: instytucjonalnym, społecznym, kulturowym, zawodowym i edukacyjnym, a także prywatnym. Nie do końca wiemy, czy walczymy z realnym wrogiem, czy tylko dyskursywnie skonstruowanym. Mnożą się teorie spiskowe, rozłamy opiniotwórcze, życie społeczne jak nigdy chyba nabrało charakteru patchworku głosów i zachowań bez żadnej prostej, jednolitej i stabilnej odpowiedzi na masę pytań. Wiele z nich pozostaje bez odpowiedzi.

upside down

A przecież o życiu w społeczeństwie ryzyka pisali już socjologowie i filozofowie ubiegłego stulecia. Prognozowano tę konieczność: naucz się żyć z ryzykiem w tle. Ono – obojętnie jakiego rodzaju – będzie nieodłacząym towarzyszem ponowoczesności, w której już dawno się znajdujemy. Różne są jego twarze: od ekonomicznego, po socjalne, zdrowotne, psychologiczne, edukacyjne lub czysto osobistego radzenia sobie z codziennością. Poradnie, psychiatrzy i terapeuci mają pełne ręce roboty – taki czas. Niektórzy radzą sobie bez ich pomocy, inni jej potrzebują. Na pewno jednak warto pamiętać, że odwrotu od ryzyka nie ma, a wszelkie satysfakcje i sukcesy są wprost proporcjonalne do skali jego ponoszenia.

Pandemia dopiero autentycznie uświadomiła nam ten fakt, że ryzykiem objęci jesteśmy wszyscy. Tym czy innym, ale w przypadku obecnej sytuacji wynikającym z globalnej sytuacji jak rzadko kiedy, jak raz na przysłowiowe (jak znamiennie realistyczne tym razem) sto lat (pandemia grypy hiszpanki). Nie ma życia jedynie wygodnego, spokojnego, słodkiego i dostatniego, a każde pokolenie boryka się z innego rodzaju zagrożeniami. Nawet dostatek bywa okupiony wielkim wysiłkiem i wyrzeczeniami. Nie na darmo nawet w muzyce zespołu Kombi słyszymy już od 40 lat życzenia: Słodkiego miłego życia. To tęsknota przypisana chyba naszemu gatunkowi jako pewien cel, ale nie jako norma.

Być może to wszystko to banał, oczywistość. Kategoria ryzyka istnieje w naukach społecznych, humanistycznych, ekonomicznych a także biologicznych, więc napisano o niej tomy mądrych słów. Ta moja krótka refleksja nie maluje trawy na zielono, a jedynie jest efektem obserwacji życia w mediach i realnego przez wrzesień AD 2020. Miesiąc powrotu dzieci i młodzieży do szkół, nauczycieli do pracy, miesiąc godzenia poczucia utraty bezpieczeństwa z atutami socjalizacji i bliskości “na żywo”. Czas nieustannych wyborów przy jednoczesnej próbie powrotu na “normalne” tory. Czy będą to te same tory co zawsze?

Nie. Nie ma powrotu do tego, co minęło. Trzeba żyć w nowych warunkach i umieć się w nich odnaleźć. Przestać uprawiać toksyczne narracje strachu i zastraszania, a oprzeć swoje działania na racjonalnych pobudkach, wyważając zawsze złoty środek. Ufać ekspertom, nie poddawać się demagogiom, uważać na siebie i bliskich. I … żyć pełnią życia, bo ono naprawdę w dużej mierze zależy od naszego podejścia do jego uroków i mroków.

Skupmy się na życiu, nie na śmierci. Dosłownie i w przenośni.

Smakujmy codzienne chwile, nawet jeśli są ciężkie i monotonne.

Uśmiechajmy się nawet jak nie zawsze nam się chce – bo uśmiech zaraża i podnosi endorfiny.

Nie tłumaczmy się innym z naszego życia i chwili, jeśli o to nie proszą.

Kochajmy siebie i innych, szczególnie w obecnej dobie:-)

Dobrej, spokojnej jesieni!

Be-3