A miało być tak pięknie, na „lata 20-te”

Kończy się, jak wszystko. Ten rok 2020. Wydaje się, że rozpoczynał się jakąś całą erę wcześniej, a to nieprawda: jak co roku, jak zawsze, rozpoczynał się równo 12 miesięcy temu. A jednak była to inna era – era przed-pandemiczna. My akurat osobiście rozpoczęliśmy go balem w Teatrze Muzycznym w Gdyni, z przyjaciółmi. Mogliśmy ten bal zaplanować, a wręcz musieliśmy uczynić to na pół roku w przód, gdyż bilety na koncert i potem bal „wyprzedawały się” w lipcu….

fot. Beata Karpińska-Musiał

Po balu w zimowe ferie narty w Austrii. Słychać było o koronawirusie, ale ten panował na drugiej półkuli, daleko w Chinach. Przyjaciele spędzali w Tajwanie ferie zimowe, zatem nie mogło być źle…

A potem drugi bal, na „lata 20-te” w Uniwersytecie Gdańskim. Dla pracowników, tuż przed pierwszym niespodziewanym lock-downem. Dosłownie na tydzień przed.

I bum! Nagły zwrot.

Po warsztacie, który poprowadzili w UG gościnnie na początku marca br., w ramach „Mistrzów Dydaktyki” akademicy z Arhus, z Danii, na drugi dzień nie poszliśmy już do pracy. Nastał czas epidemii, a potem pandemii, pierwszej od stu lat po grypie „hiszpance”. Od tamtego czasu prawie 80 mln ludzi na świecie zakaziło się Covid – 19 a prawie dwa miliony zmarło. W Polsce mamy niespełna 1,5 mln zakażeń, a 27 tysięcy osób zmarło (dane na 28.12.20). Wielu znanych nam przyjaciół, znajomych, albo stracili kogoś bliskiego/znajomego, albo sami chorowali.

Czyżby rok 2020 okazał się pewnym progiem, rokiem granicznym, niosącym nowe turbulencje na miarę okresu międzywojennego przed stu laty? Przecież i wtedy Polska, mimo uzyskania niepodległości, nie cieszyła się stabilną, komfortową sytuacją polityczną i społeczną. Jakim „odzwierciedleniem” ówczesnych wstrząsów stał się pandemiczny rok 2020?

Ktoś powie – przecież mamy zupełnie inny świat. Inne warunki, inną świadomość. Jesteśmy po rewolucji cyfrowej, która zmieniła społeczną strukturę komunikacji, relacji społecznych, pojęć porażki, sukcesu, wojny i pokoju. To nie to samo. Prawda: dzisiaj wojną nazwiemy wojnę kulturową o regulacje Trybunału Konstytucyjnego, o rozwiązania proekologiczne lub ich brak, o tożsamość płciową. Kiedyś wojna oznaczała coś zupełnie innego, ale takie prawo historii. Dzisiejsza wojna to wojna o przetrwanie gatunku, nie tylko rzadkiej odmiany owada czy delfina, ale człowieka. Bo odezwał się wróg bez czołgów: wirus bez kontroli, który atakuje i zabija słabych ludzi.

Podnieśliśmy antropocentryczne sztandary i barwy narodowe, bagnety ponownie nabiliśmy na broń, osiodłaliśmy rumaki, jak kiedyś, pod barwami danego króla. Zerwaliśmy się na pole bitwy osamotnieni, bo każdy kraj musi teraz walczyć o swoje przetrwanie. Nagle problemy tzw. pierwszego świata, w tym nawet migracje ludzkości, głód, ekonomia, zeszły na dalszy plan. Poczekają – teraz trzeba przetrwać w okopach własnego narodowego „brandingu”.

A jednak w szrankach walczących są wyłomy, są nadal rycerze teorii spiskowych, dyskutanci, teoretycy, malkontenci, a także naukowcy. Ci jednak pozostają na tyłach, na front wysyłając lekarzy skazanych moralnie na walkę o życie. W końcu to oni składali przysięgę Hipokratesa… I to oni są autentycznymi bohaterami tego minionego roku. Na szczęście coraz częściej słucha się ekspertów, w tym naukowców, którzy próbują racjonalizować świat usiany mitami, zwątpieniem, fake-newsami i politycznymi przepychankami.

My, zwykli ludzie, doświadczyliśmy w obozowiskach wojennych, w naszych namiotach o różnej strukturze (teraz nie ważnej), co to znaczy CZEKAĆ. Co to znaczy żyć w izolacji, obawie, niepewności, nie wiedząc do końca jak rozumieć tego niewidzialnego wroga. Miotając się od sceptycyzmu, przez racjonalizm po lęk, autentycznie rozumiejąc teraz, co pisał Toffler o życiu  z ryzykiem w tle.  A ponieważ żyjemy w stuleciu indywidualizmu i uprawomocnienia do własnej interpretacji świata, każdy z nas myśli o COVID-19 trochę inaczej. Niektórzy stracili bliskich, inni otarli się o chorobę, inni polegli, jeszcze inni ją przeszli i wyzdrowieli, a inni nadal w nią nie wierzą.

Więc żyliśmy w 2020, analogicznie do naszego zróżnicowanego myślenia, różnie. Jedni całkiem normalnie, pracując jak zwykle, wykonując zawody publiczne wysokiego (służba zdrowia) lub niższego ryzyka. Musieli zmierzyć się z ryzykiem, oswoić je. Żyli w wielkim stresie lub mniejszym – zależnie od możliwości. Inni pracowali zdalnie, zaszyli się w twierdzach domowych, odkrywając plusy i minusy izolacji społecznej. Jedni i drudzy musieli nadal kupować żywność, by żyć, i tylko w tym celu pomykali po nocach po pustawych marketach. Jeszcze inni – jakby nigdy nic, oddawali się konsumpcji handlowej w galeriach, podróżowali po świecie, gromadzili się na protestach, a nawet imprezowali w klubach gdy te były jeszcze otwarte w wakacje 2020. Uczniowie zapominają powoli, co znaczy szkoła w rozumieniu instytucji, społeczności rówieśników, odwykają od flirtów, bójek, hobby, sportu i imprez. Ale zdali semestry, wiedzę JAKOŚ nadbudowali, a rodzice i nauczyciele zachodzą w głowę:

Czym w takim razie jest SZKOŁA?

Co za kolorowy, różnobarwny, kontrowersyjny świat! Już chociażby ten fakt różni rok 2020 od tego sprzed stu lat, gdy Europa musiała radzić sobie z reperkusjami I wojny światowej. Nasi młodzi nie chodzą do psychiatry z traumą psychiczną po  walkach pod Verdun. Oni chodzą z traumą „nadmiaru wyboru niemocy”, czasem z braku dialogu z rodziną albo z powodu jedynek w dzienniczku. W tym roku dodatkowo runął – tymczasowo jednak – ich świat relacji.

W jednym i drugim przypadku, ci co przeżyli 100 lat temu i przeżyją dzisiaj musieli (muszą) zbudować nową rzeczywistość. Inną.

Na czym będzie polegała ta inność w 2021 w Polsce i Europie?

Co planujemy na ten szczególnie Nowy Rok jako jednostki, rodziny?

Co się będzie liczyło w skali kraju, Europy, świata?

Czy mamy jeszcze poczucie jakiegokolwiek sprawstwa społecznego, indywidualnego, globalnego?

Przecież tak bardzo je czuliśmy jeszcze rok temu…

Życzę nam wszystkim, by otwarła się nowa karta historii lepszej, opartej o:

– harmonię w różnorodności,

– etykę w wielości religii,

– możliwość sprawiedliwości w mozaice systemów ekonomicznych,

– bezpieczeństwo w morzu zagrożeń klimatycznych,

– przyjaźń, a nie przemoc między gatunkami.

– w tym wszystkim – szczęście i poczucie dobrostanu każdej ludzkiej i nie-ludzkiej istoty (bez zachwiania wszak proporcji, bo żadna przesada nie jest dobra).

Bo ostatecznie, to „tylko” kolejny Nowy Rok.

HAPPY NEW 2021!

Be-3