Różne typy RECENZOWANIA: między szafotem, podium a konstruktywną informacją zwrotną

Link do recenzji naukowej książki pt. TUTORING DROGĄ DO DOSKONAŁOŚCI ( autor recenzji: dr Anna Kola)

W życiu zawodowym wszyscy podlegamy zazwyczaj jakiemuś rodzajowi oceniania i ewaluacji. Nie tylko w karierze akademickiej, gdyż każdego rodzaju zawód posiada pewne standardy i procedury, których należy dotrzymać lub spełnić, chcąc tę pracę wykonywać dobrze, albo przynajmniej spełnić minimum oczekiwań pracodawcy. To żadna nowość w rzeczywistości “nowej Polski” po 1989 roku, kiedy to transformacja systemowa wprowadziła zasady wolnego rynku w życie ekonomiczne – a pośrednio – w życie społeczne.

Ocenianie odbywa się na różnych poziomach i w różnych formach. W szkołach standardowo są to oceny numeryczne lub opisowe, na studiach oceny i zaliczenia, w pracy – arkusze hospitacyjne, informacja zwrotna, ewaluacja nauczycieli, parametryzacja osiągnięć naukowych, oceny pracownicze. Lista jest długa, a każda z tych administracyjnych form ma swoje kryteria oceny. Zasadność i cele takich ewaluacji niesie dużo kontrowersji i bywa przedmiotem zagorzałych dyskusji w środowiskach, których dotyczy.

Szczególnego rodzaju ewaluacją są recenzje w świecie nauki: zarówno te dotyczące awansów naukowych, jak i publikacji: artykułów i książek. Im wyżej sięgamy, tym więcej kontrowersji rodzi się wokół standardów takiego oceniania, gdyż kryteria – mimo że coraz dokładniej precyzowane – spełniane bywają w sposób jakościowo bardzo różny i często uznaniowy.

Na te tematy powstają już osobne artykuły naukowe, oparte na analizach jakościowych i ilościowych, zatem nie mam zamiaru wnikać w szczegóły tych zagadnień. Chcę jedynie poddać refleksji dwa kluczowe moim zdaniem pytania, dotyczące profesjonalizmu i celu recenzowania dorobku innych w świecie nauki i edukacji:

  • ile jesteśmy w stanie się z recenzji, które zarówno piszemy sami, jak i dla kogoś – NAUCZYĆ?
  • ile nauczą się z nich adresaci naszych recenzji?

Recenzja ma dwie twarze, każda. Jest przede wszystkim narzędziem oficjalnej maszyny administracyjnej w instytucjach, a przez to też narzędziem władzy symbolicznej. A drugą twarzą jest twarz ukryta i niestety…. często pomijana, zaniedbana, jak twarz bez makijażu, kremu odżywczego, pielęgnacji:

UCZENIE SIĘ Z KONSTRUKTYWNEJ INFORMACJI ZWROTNEJ

UCZENIE SIĘ PISANIA KONSTRUKTYWNEJ INFORMACJI ZWROTNEJ

Przecież temu powinna służyć każda forma oceniania innych. Powinna stanowić kolekcję wskazówek, życzliwych rad, merytorycznych uzasadnień co materiał/dokonanie oceniane wnosi dobrego, a gdzie należy je dopracować, uzupełnić i wzmocnić. Konstruktywna informacja zwrotna jest sztuką, ma swoją strukturę, schemat, zawartość. Trzeba ją umieć dawać, jak i odbierać. I dopiero wtedy recenzja jakakolwiek ma sens dla obu stron, a przede wszystkim dla adresata. Przykładem takiej wysoce merytorycznej i wnikliwej recenzji jest ta, jaką otrzymała moja książka we współautorstwie pt. Tutoring drogą do doskonałości akademickiej. Ukazała się w czasopiśmie “Kultura i Edukacja”, napisana została przez bardzo kompetentną badaczkę dr Annę Kolę z UMK w Toruniu. Zachęcam do jej lektury , gdyż pokazuje dokładnie to, co jest największą wartością dobrej recenzji – merytoryczną analizę wartości publikacji, ze wskazaniem jej przesłania, atutów, ale także słabszych elementów do ewentualnego dopracowania w przyszłości w innych publikacjach autorek. Pokazuje też rekomendacje: kto może z takiej książki skorzystać. Z takiej recenzji można się tylko uczyć. Link do jej treści na początku tego wpisu.

Jeśli OCENIANIE JEST WYŁĄCZNIE SŁUŻBISTĄ FORMALNOŚCIĄ I NARZĘDZIEM WŁADZY, warto je wyeliminować w ogóle ze świata nauki i edukacji.

W dzisiejszym świecie cyfrowym, sami możemy nauczyć się przecież wszystkiego, wiedza jest na wyciągnięcie ręki, zatem po co ten kłopot? Kolejne fejkowe symulakrum by wypełnić formularze? Pozycjonowanie się hegemonów instytucjonalnych?

To, czego potrzeba, to żywej i merytorycznej relacji, w której UCZYMY SIĘ OD SIEBIE, a nie od maszyny. Ocenianie jest potrzebne, ale tylko wtedy, gdy jest relacyjne, uczciwe, kompetentne, rzetelne i życzliwe, spersonalizowane, odnoszące się do meritum.

A tymczasem nowy cesarz świata to zanonimizowany hejt…. 😦

Gorzej, często nie anonimowy, a odziany w białe rękawiczki.

8 marca – o zmiennej trwałości symboli kulturowych

Dzień Kobiet 2021; fot. własne

Dzisiaj muszę coś napisać, to dzień w końcu szczególny. Dla mnie podwójnie, ale o tym za chwilę. Krótko będzie, ale jak zwykle refleksyjnie. Zacznę od pożyczenia wszystkim Kobietom Świata, każdego zakątka Globu, tego by dzisiaj poczuły się wyjątkowe. Dostajemy życzenia, obdarzane jesteśmy wieloma miłymi i pięknymi słowami. To bardzo cenne upełnomocnienie, sympatyczny gest relacyjny. Bo wiele kobiet w życiu codziennym niekoniecznie doświadcza tego, co niosą piękne słowa życzeń. Ale równie dużo czuje się dzisiaj spełnionymi, kochanymi i wielowymiarowo ważnymi obywatelkami, matkami, żonami, przyjaciółkami, córkami, partnerkami, profesjonalistkami.

Nie mogę zacząć pisać o historii emancypacji i walkach kobiet w ujęciu historycznym (także współczesnym), ponieważ to nie miejsce na taką rekonstrukcję. Chcę jedynie wspomnieć o pewnej dość oczywistej kwestii, jaką jest …

ulotność kulturowej symboliki Dnia Kobiet.

Kiedyś nazwanego Międzynarodowym i jako takim obchodzonym jeszcze w poprzednim systemie politycznym w Polsce. Wówczas, jako dziewczynka, obserwowałam rytuały związane z tym dniem: obowiązkowy goździk w pracy czy szkole, kwiaty dla ulubionych nauczycielek, kwiaty od chłopaka czy narzeczonego, ojca. W zakładach pracy kobiety dostawały czasem paczuszkę rajstop (tak tak! towar deficytowy), niekiedy bombonierkę. Był to powszechny rytuał i w tamtym czasie lubiany i akceptowany. Nikt się nie buntował, że to przejaw dyskryminacji, wyższościowego lub infantylizującego stosunku mężczyzn wobec kobiet. Było to przyjemne i sympatyczne, chociażby tylko powierzchniowe, powierzchowne i kryjące wiele nierówności za kulisami. Kultura jednak na tym polega, że pielęgnuje rytuały, często pozorne.

Ale ten symboliczny rytuał wyewoluował, chociaż jeszcze nie zanikł pośród morza nowych „świąt”. Dorzucono powoli najpierw Dzień Chłopaka, potem Dzień Mężczyzny – dla parytetu – i słusznie – ale także rozparcelowano Dzień Kobiet na Dzień Dziewczynek ( tak mi się wydaje). No tak, w końcu skoro Chłopaka, to i Dziewczyny. Z upływem lat dodawano w kalendarzu całe mnóstwo nowych świąt i okazji, jak Międzynarodowy Dzień UFO, czy Światowy Dzień Czekolady albo Dzień Słomki do Picia. Zrozumiem jeszcze Międzynarodowy Dzień Kota (chociaż przypada w moje urodziny😊), ale już powyższe lub Dzień Sprzątania Biurka – zastanawia mnie.

Pewnie dla młodego pokolenia jest to rodzaj zabawy, dla średniego, chwila na refleksję. W średnim czy starszym pokoleniu seniorów jednak tkwią jako znaczące święta z przeszłości, owe Dni Kobiet, Matki, Ojca, Babci, Dziadka, które jako nieliczne przeplatały się ze świętami kościelnymi (w każdym kraju europejskim nieco odmiennymi ale w dużej mierze uwspólnionymi w zależności od dominującego wyznania). To tylko pokazuje, że cała kultura ewoluuje na naszych oczach: coś pozornie trwałego dla generacji, okazuje się kruche i zmienne. Przychodzi nowe, które dla nas nie ma już takiego znaczenia, wagi i nie wpisuje się w nasze rytualizowanie świata. Nic nowego, normalne. Tak po prostu jest, ale warto o tym sobie przypomnieć przy okazji Dnia Kobiet.

Wracając do początku tego wpisu, chcę dodać, że ja widzę to jeszcze przez pryzmat osobisty.

To dzisiaj bowiem, 8 marca, od zawsze obchodzę imieniny😊

Z reguły, przez całe życie, dostawałam kwiatka „podwójnie”, a niektórzy twierdzili że to niesprawiedliwe.. Nie, ja to postrzegałam pozytywnie: przynajmniej pamięta się o moich imieninach trochę częściej, niż w przypadku innych!

Jednak i ten rytuał się zmienia. Dzisiaj, szczególnie w młodszych pokoleniach, imieniny zostały w naszej kulturze wyparte przez celebrację urodzin. Moi synowie zasadniczo już nie wiedzą nawet dobrze, kiedy przypadają ich imieniny…. Ta tradycja, poniekąd związana z patronami, a więc o religijnym rysie, wymiera wskutek laicyzacji pokoleniowej.

Hmm, w związku z tym warto by chociaż ten Dzień Kobiet pozostał i nie zniknął w morzu innych świąt, celebracji i form przypomnienia, jak ważną rolę w historii odgrywają kobiety – wszystkie: te wielkie i te nie-wielkie. Znane i nieznane.

Ratujmy 8 marca😊

Nie jako schedę po komunie, a jako okazję do docenienia siebie nawzajem, razem z naszymi mężczyznami.

A ja czasem dostaję kwiatka, czasem nie… i to też jest ok.

Rytuały są ulotne.

Happy Women’s Day!