NUDA

fot. GZDiZ

Czeluść piosenki

Potrafi wciągnąć

Ale nie do końca, bo nie wiem która

Zasługuje na to

Tyle słów, ale teksty podobne,

Tyle emocji – ale te są jak drobne

do parkomatu. Na godziny.  

Czy jeszcze coś mnie zadziwi?

widziałam już tyle za progiem,

Nuda czyha wrednie za rogiem

Skrycie zaciera ręce

i pyta: Czego chcesz więcej?

Ja… Coś muszę zrobić…

Nowego, Innego!

Tyle jest do zrobienia w życiu,

a ja siedzę

w fotelu pracy i powtarzalności dnia

w przymusowym pandemicznym ukryciu!

Na życia parkingu.

Chcę od życia więcej,

Szukam! Robię!

Czekam! Marzę!

Jadę!

A może… już nie będzie goręcej?

Parkomat wypluł monety

Zaciął się

Pewnie z nudą jest w zmowie

I tak parkujemy wbrew sobie

Bez poczucia winy

Ot, maszyny…

Po roku pandemii, 30 kwietnia 2021

Be-3

Bądźmy ze sobą szczerzy: czy istotnie przechodzimy przemianę?

W poszukiwaniu aksjologicznej równowagi.

foto: B. Karpińska-Musiał ‘w Gdańsku AD 2021

Symbolem Wielkanocy w tradycji chrześcijańskiej stało się jajko. W pogańskiej wersji były zajączki i kwiaty, związane z kultem wiosny. W obu przypadkach świętujemy jakiś rodzaj odrodzenia, nowego życia. Z jajka rodzi się nowe życie organiczne, wiosna natomiast odradza przyrodę w szerszym znaczeniu.

W AD 2021 ta symbolika nabrała jeszcze wyraźniejszego wymiaru, bowiem stanęliśmy przed globalnym i bezprecedensowym procesem wykluwania się jakiejś nowej rzeczywistości. Życzenia świąteczne nabierały innego sensu, nadzieja nadwątlona rokiem izolacji i widmem choroby, na chwilę jeszcze zatliła się w naszych umysłach i sercach. Czy zrewidowaliśmy już po wydarzeniu krytycznym, jakiego doświadczamy, jakąś autodiagnozę na temat tego, co przyniesie nam przyszłość?

Na pierwszej linii frontu w ostatnim roku pojawiły się gospodarka i edukacja. Obserwuję szczególnie tę drugą, gdyż kryzys pandemii w tym obszarze dotknął mnie i moją rodzinę najbardziej. Żal mi przedsiębiorców, obawiam się o gospodarkę, ale bliżej mi do problemu rozwoju moich synów i całego ich pokolenia, do problemów kształcenia studentów czy budowania relacji zawodowych, w tym samorozwoju w tym obszarze.

Obserwuję tu też ewolucję „temperatury” wokół miejsc gorących, dyskusyjnych, zmiany perspektyw, powolny proces adaptacji, przy jednoczesnych problemach natury emocjonalnej i psychicznej. Pandemia zwróciła światła jupiterów na problem polskiego systemu oświaty, w trochę mniejszym stopniu na obszar szkolnictwa wyższego, gdyż to radzi sobie stosunkowo nieźle. Ofiarami pandemii nie jesteśmy my jako nauczyciele akademiccy aż tak bardzo, jak nauczyciele szkolni, uczniowie niższych szczebli kształcenia oraz ich rodzice. Rodzą się obawy o zdrowie psychiczne w całej populacji młodzieży, która stanowi przyszłość kraju i Europy, a przez to obawy o cały łańcuch konsekwencji ekonomicznych i politycznych na następne dekady.

Dyskusje, pierwotnie gorące i dynamiczne, na temat edukacji zdalnej, przeszły w fazę powolnej adaptacji i rozwiązań hybrydowych. Wykluczenie cyfrowe wciąż jednak budzi emocje, gdyż wiąże się ze stanem zamożności a ten wciąż jest i będzie zróżnicowany. Ba, dostęp lub brak dostępu do komputera zostaje zdominowany raczej problematyką uzależnień cyfrowych, profilaktyki zdrowia narządów ruchu, rozwoju neuronalnego i biofizycznego.

Za tym idą trudniejsze sprawy: jak nasi młodzi wykształcą cechy socjalizacyjne wymagane na rynku pracy? Jak poradzą sobie z dorosłością, samodzielnością ekonomiczną, a co za tym idzie własnym samookreśleniem obywatelskim i zawodowym?  Łańcuch problemów się tylko wydłuża. Jednocześnie, żyjemy bombardowani ideami i ryzykami katastrof klimatycznej, politycznej i paru innych. Naciskają na nas rozmaite zagrożenia, według których powinniśmy układać swoje priorytety i wybory co do stylu życia, wartości, wyborów.

Ale żyjemy w świecie heterotopii, wielości i zróżnicowania tak wielkiego, że trudno tutaj o przyjmowanie spójnych dla większości strategii. Społeczeństwo polskie przez ostatnie trzydziestolecie wolności nie zostało gruntownie i spójnie przygotowane do demokracji oznaczającej współodpowiedzialność. Style życia w ekonomicznym liberalizmie zróżnicowały się, a co za tym idzie także wiodące wartości zostały „sprywatyzowane”. Społeczeństwo żyje w poczuciu wolności wyboru swojej „religii” – nie tylko tej, którą głosi się poprzez kalendarz liturgiczny i kościoły (różne), ale też religie prywatne: ideologie wyznaczające nam wartości i trzymające w nas mentalnie w poczuciu sensu.

W takim świecie będzie trudno wrócić do spójnej wizji zarówno szkoły, jak i uniwersytetu. Posmakowaliśmy nowych możliwości, nie wszystkie nam odpowiadają, ale też są grupy, którym odpowiadają bardziej niż kiedyś. Nastąpi ewolucyjna zmiana społecznego definiowania tego, co znaczy wykluczenie, równość, nierówność, wolność. Nagle niegdyś wykluczeni (np. osoby z niepełnosprawnościami, wykluczone z edukacji czy życia nauki i kultury) staną się teraz włączeni dzięki mediatyzacji do tych obszarów życia. Nowymi wykluczonymi staną się osoby bez dostępu do mediów i sprzętu. Nagle wykluczone kiedyś mniejszości uwolnią się z okowów norm obyczajowo – kulturowych czy ekonomicznych, znajdą się w homeostazie z większością, a wykluczeniu ulegną ci, którzy usiłują zachować konserwatywny porządek świata.

Przykładów i problematyk można mnożyć. Jedno je łączy: konieczność zaakceptowania przesunięć na skali wartości. Aksjologia 21 wieku zmienia się na naszych oczach w tempie nieznanym poprzednim pokoleniom. Wiele za tym idzie dobrego, jak i złego, ale trzeba się w tym odnaleźć. Dlatego za naczelną kompetencję tego stulecia należy chyba uznać rezyliencję, odporność na porażki, zdolność do psychicznej regeneracji na poziomie jednostki, obecność grup wsparcia, sztukę budowania nowych sieci społecznych opartych na zupełnie innych zasadach niż wcześniej.

W uniwersytetach mówi się o uniwersytecie ekologicznym, zintegrowanym „od nowa”, zrównoważonym. Musimy doświadczyć kryzysu, by dokonać tej zmiany (dr Marta Shaw właśnie potwierdziła to w swoim obecnie przedstawianym wykładzie na konferencji w Budapeszcie), bo grupy zawodowe i społeczne nie uczynią tego same z siebie, nie mają siły, nie wiedzą jak, toną w teoretyzowaniu, a nie wystarczy o tym debatować. To się dzieje od dekad i nie zrobiono nic.

Teraz pandemia wiele zrobi za nas, a my musimy znaleźć siłę, by się w tym odnaleźć na nowo. Nie trzymać się desperacko dawnego życia, bowiem czeka nas wówczas nieustająca frustracja i żal. Nasza przemiana osobnicza nie polega też na nieustannym debatowaniu o tym, co jest piękne, najpiękniejsze, najcenniejsze, bo dla każdego tak naprawdę jest tym czymś coś innego. Kochamy przyrodę, ale każdy w różnym stopniu. Kochamy dzieci, ale każdy w różnym stopniu i nie każdy chce je mieć. Kochamy zwierzęta – też każdy inaczej a niektórzy ich wręcz niezbyt lubią. Kochamy podróże, ale niektórzy nie polecą samolotem, bo ślad węglowy, a innym soki życia budzą wyłącznie dalekie eksploracje (czy mają się przesiąść do powozów?)

Zrównoważony świat to taki, w którym różne idee, wybory i preferencje znajdą swoje miejsce obok siebie. Poza tymi rzecz jasna, które grożą hegemonią i niosą ryzyka jakich byliśmy świadkiem w minionym stuleciu. Nie powtarzajmy tamtych błędów, unikajmy fundamentalizmu uniwersalizującego, ale odnajdźmy sens w różnorodności. Taki, który pozwoli nam – wielu różnym Innym – utrzymać napęd potrzebny do życia w poczuciu sensu i spełnienia, a nie nieustannej frustracji i zagrożenia.

Ono nas nie opuści już.

Będzie nam deptać po piętach.

Musimy je oswoić.

Be-3.