„Centryści” wobec polaryzacji idei i prawa – czy jest dla nas miejsce?

Przez ostatnie parę dni zastanawiałam się, czy i w jaki sposób wypowiedzieć się na temat wojny ideowej, jaka toczy się w naszym państwie od czwartku. W dodatku na tle wojny biologicznej toczonej od prawie roku. Powstrzymywałam się, obserwując to, co dzieje się w sieci, jak polaryzują się poglądy znanych mi  i nieznanych osób, jak reagują kobiety, mężczyźni, instytucje, uczelnie i inne opiniotwórcze podmioty. Chwilowo na margines odesłano edukację i jej problemy zdalności, mimo że to – paradoksalnie – edukacja jest największym polem do popisu jeśli chodzi o zakończenie tej wojny na zasadach win – win (czy da się? – nie wiem).

fot. Beata Karpińska-Musiał: fragment murów miejskich w Chojnicach

Jeśli jesteśmy jakoś tam obecni w mediach, to prawdopodobnie czujemy się „wezwani do tablicy”, by także określić swoje stanowisko. Skoro zajmują je osoby prywatne, nawet te, które dotąd pozostawały w kuluarach swojej prywatności i nie zajmowały otwarcie głosu na tematy publiczne. To, że celebryci i influenserki zajmują głos, to mnie nie dziwi – to właśnie jest czas, by było ich słychać. Wypowiadają się na mniej istotne tematy, a teraz pora, by użyli swej popularności w szczytnym celu.

Dlatego postanowiłam napisać kilka zdań „u siebie” także, by ci, którzy gdzieś tam od czasu do czasu poczytują moje krótkie refleksje, nie czuli się zawiedzeni. Tym bardziej, że sytuacja pandemiczna nie pozwala nam się spotykać na kawie i podzielić swoimi opiniami na żywo. A przecież potrzebujemy tej relacji, nawet jeśli zaprośredniczonej medialnie.

Więc krótko i zwięźle, ale mam nadzieję konkretnie: przede wszystkim, bierzemy udział w debacie nierozwiązywalnej. Problem, z jakim mierzymy się po wyroku TK w sprawie ustawy antyaborcyjnej jest problemem bez dobrego rozwiązania. Ponieważ:

– jeśli zastosujemy literę prawa, chcąc żyć w państwie praworządności, to musimy traktować prawa człowieka i definicję ludzkiego życia według tejże litery. O tym, że kwestie prawne wokół zagadnienia są wysoce złożone i bynajmniej nie muszą być zgodne z przekonaniami laików w tej mierze, przekonałam się czytając dzisiaj dyskusję prawników na ten temat;

– jeśli zastosujemy literę uznaniowości, czyli ideologii i światopoglądu wypływającego z danej opcji światopoglądowej, to przy obecnej polaryzacji i poczuciu wolności w demokratycznym (przynajmniej przez ostatnie 3 dekady) państwie, a przez to pokoleniach w nim po roku 90-tym urodzonych, nie jesteśmy w stanie osiągnąć kompromisu. Kompromisu na temat tego, w którym momencie rozpoczyna się życie, kiedy mordujemy życie, a kiedy „spędzamy uszkodzony płód”. To odwieczny konflikt między naturalistami a ideowcami, między biologistycznym obiektywizmem, a społeczną konstrukcją rzeczywistości, czymkolwiek kreowaną (religią, filozofią, sumieniem, prawdą subiektywnie rozumianą itp.).

Wydaje mi się, że jedynie te kryteria pozwalają już zdać sobie sprawę, że wojna jest poważna i że będzie się toczyć do ostatniej kropli krwi. Bo państwo, które powinno być rękojmią prawa, pozwala sobie na jego dowolną interpretację, grając do bramki ideologii. Z drugiej strony, w samym społeczeństwie mamy podzielone poglądy co do tego, które prawo: boskie czy ludzkie, powinno tu obowiązywać.

Możemy pluć sobie w twarz z obu stron barykady w nieskończoność, ale dopóki nie przyjmiemy jednej uwspólnionej definicji prawa obowiązującego wszystkich, nie dojdziemy do porozumienia na polu ustawodawczym, a tym bardziej emocjonalnym. A wtedy zawsze znajdą się osoby, które będą interpretować prawo dowolnie – po jednej i drugiej stronie.

Osoby, które mnie znają osobiście zgodzą się, że reprezentuję raczej centrystyczne, liberalne poglądy polityczne, a moje zaangażowanie społeczne nie uwidacznia się krzykiem na barykadach. Dałam temu wyraz w kilku dyskusjach, na żywo czy w sieci. Nie uznaję popadania w ekstrema, nie przekonują a wręcz odstręczają mnie wulgaryzmy i ostre akcje publiczne. Opowiadam się za demokracją liberalną, z drobnymi skrętami niekiedy w kierunku konserwatywnych wartości, co daleko jednak leży od  obecnie wypaczonej wersji instytucjonalnego katolicyzmu, czy też – z drugiej strony – anarchizującego liberalizmu. Równie mocno wspieram niektóre lewicowe inicjatywy czy też dzielę przekonania wspólnotowe. Lubię jednak środek, nie dlatego że jest bezpieczny, ale dlatego, że pozwala z meta-poziomu przyglądać się sytuacji i nie popadać w skrajności. Mam swoje określone przekonania odklejone od lokalnego, a nawet narodowego patriotyzmu i idących mu w sukurs haseł, dając im wyraz swym życiem prywatnym oraz publicznym, wykonując zawód akademiczki (publiczny i pozwalający na krytyczną ocenę i wymianę opinii, edukowanie młodych pokoleń, dyskusję). Widzę, w którą stronę ewoluują idee młodego pokolenia, kształcąc studentów i mając trzech synów.

I ostatecznie jako matka właśnie, trojga synów, nie wyobrażam sobie NIGDY, by ktoś za mnie i mojego męża (tak, jego zdanie też się liczy) decydował o tym, czy mamy mieć dzieci, ilu, jak też kiedy i w jakich okolicznościach. WOLNOŚĆ WYBORU JEST DLA MNIE ABSOLUTNYM PRIORYTETEM, tylko ja o tę wolność, rodząc w latach 90-tych, potem wczesnych dwutysięcznych nie musiałam aż tak walczyć. Stąd też wolność mam wdrukowaną jako oczywistą – chciałam mieć potomstwo, to miałam. Nie bez trudności, nie bez drobnych powikłań, w których niwelacji akurat publiczna służba zdrowia wsparła mnie wówczas na najlepszym poziomie, ale z cudownym efektem finalnym. Macierzyństwo determinuje mnie mocno, ale to było macierzyństwo Z WYBORU.

Nie z konieczności, nakazu, nie z przymusu.

Stąd też rozumiem protest kobiet i liczę – może zbyt idealistycznie – na to, że państwo stanie się w końcu państwem prawa. Że zwycięży rozum, a prawo ureguluje  nie tylko sytuacje skrajne (gwałt, patomorfologia, zagrożenia życia kobiety) – ale także aborcję na życzenie, której jestem równie przekonaną przeciwniczką.

Czy jest miejsce na taki kompromis w Polsce?

Czy jest miejsce na wolność do, a nie od? Wolność kobiety do rozumnych decyzji? Prawo kobiety do ochrony WŁASNEGO ŻYCIA ? Wolność  do stawiania czoła naturze, która jakkolwiek szczodra, bywa współcześnie zagrożona cywilizacyjnymi wpływami i grozi deformacją biologiczną w łonie matki? Jedną – chcianą – ciążę poroniłam – stosunkowo wcześnie – przed laty. Natura akurat u mnie zadziałała na własną rękę. Pamiętam swój płacz, ale też poczucie pewnej ulgi. Coś poszło nie tak. Czy byłabym tak szczęśliwą i spełnioną matką, gdyby stało się wówczas inaczej? Nie wszystkim kobietom jest to jednak dane. To ruletka.

Wolność i odpowiedzialność przede wszystkim.

W towarzystwie rozumu. Potrzebujemy nowego oświecenia.

I wracamy do… EDUKACJI.

Obyśmy zdążyli, zanim krata więzienna opadnie i zamknie nas w twierdzy średniowiecza.

Be-3

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s